Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1981. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1981. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Polish Jazz vol. 63: Stanisław Sojka - Blublula


Polish Jazz vol. 63
Stanisław Sojka
Blublula

Polskie Nagrania SX 2302 (1981)

Stanisław Sojka - vocal
Wojciech Karolak - piano, leader
Zbigniew Wegehaupt - bass
Czesław Bartkowski - drums


Strona A:
1. I’m just a lucky so and so (D. Ellington – M. David)
2. Oh, What a Beautiful Morning (R. Rodgers – O. Hammerstein II)
3. Satin Doll (D. Ellington – J. Mercer)
4. Blue Monk (T. Monk – S. Sojka)

Strona B:
1. I’ve Known Rivers (G. Bartz – G. Bartz)
2. Doxy (S. Rollins)
3. Naima (J. Coltrane)
4. P.S. (All Blues) (M. Davis)

Cytat z Okładki:
Oto pierwsza płyta Stanisława Sojki zrealizowana w Polskich Nagraniach a druga w karierze wykonawcy. Poprzednią nagrał w grudniu 1978 r., podczas koncertu w Filharmonii Narodowej, dla Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego; znalazły się tam przede wszystkim gospels, śpiewane z własnym fortepianowym akompaniamentem. Objawił się wtedy jako wokalista obdarzony charyzmatem: wchodzi na estradę, uderza dwa akordy na fortepianie i … ma publiczność w ręku. Jak czarny pastor – rządzi emocjami swych wiernych (już mu proponowano występy w murzyńskim kościele baptystów w Stanach…). Ale śpiewanie gospels nie zadowalało Sojki; nie miał jeszcze 20 lat, gdy z “Extra Ballem” próbował swych sił w standardach. Wrócił teraz do nich, a przede wszystkim postanowił zmierzyć się z probierzem jazzowych możliwości każdego muzyka – z bluesem. Pozyskał znakomitego partnera do realizacji tego zamiaru – organistę i pianistę Wojciecha Karolaka, człowieka – który – wie – jak – to – grać: klarownie, po prostu ze swingiem.

Doprawdy mało jest białych wokalistów, ktorzy tak potrafiliby wczuć się w czarną muzykę, jak Sojka. Pewne wyjaśnienie znajdziemy w jego wypowiedzi: “…śpiewać scatem to wspaniałe, ale mnie bardziej fascynuje improwizowanie tekstem. Tekst jest bardzo ważną częścią utworu! Trzeba go tylko dobrze rozumieć, choć są czasem trudności z przetłumaczeniem murzyńskiego slangu. Ale to jest konieczne”. A więc mamy do czynienia z artystą, który nie zadowala się powierzchownym przyswojeniem elementów afroamerykańskiej stylistyki wokalnej. Jednak ani to, ani wielka muzykalność i specyficzne poczucie humoru – nie wyjaśniają wszystkiego. Tajemnica tkwi chyba w tym, że Sojka wierzy słowom i muzyce, które śpiewa. I wierzy w swe posłannictwo:”Wiem, że Lord mnie prowadzi” – powiedział mi kiedyś i nie mam powodu, by wątpić w szczerość tych słów.

Na płycie(której współautorami są, obok Sojki i Karolaka, Czesław Bartkowski i Zbigniew Wegehaupt – laureat nagrody Sekcji Publicystów PSJ za 1980r.) znajdziemy utwory dobrze znane jazzfanom, jak “Satin Doll” Elingtona, “Blue Monk” Theloniousa Monka, czy “Naima” Johna Coltrane’a. Tylko w “Doxy” Sonny Rollinsa i w “All Blues” śpiewa Sojka scatem, w pozostałych postępuje według swej zasady improwizowania. Dwa utwory są przykładami jazzowego humoru: w “Nlue Monk” bawi się wokalista słowem “blue”; pomysł tekstu być może podsunęła mu dowcipna interpretacja utworu Rollinsa “Saint Thomas” (przez Sheile Jordan) na jednym z festiwali w Lublinie. W “Blue Monk” warto ponadto zwrócić uwagę na “monkowskie” solo fortepianu. Pnomatopeiczny “All Blues” znalazł się na płycie inspiracji Karolaka. Zrodzony na gorąco podczas nagrania, jest jakby reportażem z “jam session śmiechu” w studio, szkoda, że tak krótkim. W “Oh, What A beautiful Morning” możemy podziwiać sprawność warsztatową wokalisty, w “I’ve Known Rivers” – soulowy feeling. Natomiast “Naima” zdaje się być zapowiedzią nowych poszukiwań Sojki.

Podczas Międzynarodowych Spotkań Wokalistów Jazzowych w Lublinie w 1979r. Sojka zwierzył się w jednym z wywiadów: “…Od pewnego czasu czuję się tak, jakbym na coś czekał. Jakby w mojej muzyce coś ważnego miało się stać…” Po wysłuchaniu tej płyty wiemy, że właśnie Coś się stało i przeczuwamy, że w przyszłości stanie się Więcej.

Krystian Brodacki

Reżyseria dźwięku: W. Trenkler, J. Słotwińska
Recorded in Warsaw, January 1981

czwartek, 29 kwietnia 2010

Był Jazz

Dzisiaj coś do obejrzenia, nie do słuchania;]

"Był Jazz" 1984

"Był jazz" jest swoistym hołdem dla pierwszych, "podziemnych" zespołów, próbujących w stalinowskiej Polsce grać zakazaną "czarną" muzykę amerykańską. Kanwą scenariusza są autentyczne dzieje słynnej łódzkiej grupy "Melomani" pod wodzą Jerzego "Dudusia" Matuszkiewicza. Akcja toczy się w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych. Do Łodzi przyjeżdża z Poznania Jacek Karpiński. Zatrzymuje się w domu Witka, który wspólnie z kolegami gra w zespole muzycznym. Na co dzień orkiestra wykonuje "słuszny" repertuar. Nieoficjalnie zaś chłopcy z zapałem szlifują ukochane standardy jazzowe. Jacek szybko do nich dołącza. Jego umiejętności w grze na banjo budzą bowiem uznanie reszty instrumentalistów. Niestety, uprawianie "niedozwolonej" muzyki nie obywa się bez smutnych konsekwencji. Młodzi wykonawcy co chwila tracą pracę, padają ofiarą nieustannych szykan i prześladowań. Pod względem gatunkowym "Był jazz" jest skrzyżowaniem dramatu o ciężkiej doli jazzmanów pod stalinowskim butem oraz utworu rozrachunkowego z ponurym okresem "błędów i wypaczeń". W filmie Falka nie ma głównego bohatera. Zamiast tego jest kilka równoprawnych wątków ludzi, dla których jazz stał się sposobem na życie. Świetne aktorstwo młodych aktorów przydało tym postaciom wyrazistości i autentyzmu. Wielkim atutem filmu są też piękne zdjęcia Witolda Sobocińskiego (perkusista Melomanów przyp. red) i oczywiście muzyka, wykonywana przez zespół Old Timers(!!!).


Niech screeny Was nie zmylą... film jest kolorowy.

W filmie przez chwilę można zobaczyć pierwotny skład Melomanów min. Trzaskowskiego, Matuszkiewicza czy Sobocińskiego.

Ja obejrzałem, i polecam. Szczególnie młodszemu gronu, żeby liznęło troszkę historii, nie tylko jazzu. W filmie można również wyłapać słynne teksty wykorzystane przez duet ze Skalpela, na swojej debiutanckiej płycie "Skalpel".

Linki:
Część 1
Część 2
Część 3
Część 4
Część 5
Część 6
Część 7
Część 8

wtorek, 1 września 2009

Polish Jazz vol. 66: Wojciech Kamiński - Open Piano

Polish Jazz vol. 66
Wojciech Kamiński
Open Piano

Polskie Nagrania SX 2402

Wojciech Kamiński - Piano
Zbigniew Jaremko - tenor saxophone
Henryk Majewski - trumpet
Janusz Zabiegliński - alto saxophone, clarinet
Władysław Halik - bass saxophone
Zbigniew Konopczyński - trombone
Marek Bliziński - guitar
Janusz Kozłowski - bass
Jarzy Bartz - drums

01. Codzienny Blues
02. Deszczowy Maj
03. The Wika Rag
04. The Entertainer
05. Wchodź po trzech
06. Autumn Leaves
07. Ruchome schody
08. I Wish I Could Shimmy My Sister Kate
09. Blues Dla Dziewczyny
10. Jazz Me Blues

Cytat z okładki:

Longplay Wojciecha Kamińskiego jest piątą z kolei w serii „Polish Jazz” płytą pianistyczną. O ile jednak poprzednie wydawnictwa tego rodzaju (Mieczysława Kosza, i Adama Makowicza) eksponowały głównie instrument i – instrumentalistę, o tyle w przypadku Kamińskiego fortepian pełni, co prawda, dominującą rolę, ale ta dominacja jest tylko delikatnie zaznaczona – głównie przez uwypuklenie solówki, bądź skorelowanie aranżacji instrumentalnej z fakturą fortepianu – a nie odwrotnie. Inny aspekt, który sprawia, że płyty tej nie można uznać za typowo solistyczną, to fakt, że w przeciwieństwie do wspomnianych czterech płyt, stanowiących swego rodzaju credo artystyczne muzyków, ta nie rości sobie pretensji do tej roli. Jej jedynym celem jest przedstawienie muzyki, jaką gra i lubi grac Wojciech Kamiński – bez względu na jej proweniencję stylistyczną i ilość muzyków towarzyszących i współtworzących. Stąd też tytuł płyty… „Open Piano” – a więc fortepian otwarty na wszystko, co może się spodobać, co może dać satysfakcję miłośnikowi dobrego jazzu – tego jazzu, który słuchany jest głównie przez miłośników muzyki ragtime’owej, dixielandowej czy swingowej. I jest to chyba jedyne ograniczenie, jakie mógłby określić obszary oddziaływania tej muzyki. Kamiński bowiem, umiejąc grać również jazz bardziej nowoczesny, najchętniej jednak gra standardy lub własne kompozycje utrzymane w podobnym klimacie.

Niektóre spośród utworów jego autorstwa zamieszczone na tej płycie to nowe wersje znacznie wcześniej skomponowanych tematów np. „Ruchome Schowy” (1964) czy „Blues dla Dziewczyny” (1967). Kamiński jest wszak postacią od lat aktywną na polskiej scenie jazzowej. Współzałożyciel zespołów Ragtime Jazz Band i Old Timers, kierownik muzyczny Teatru Piosenki „Stodoła” już w połowie lat 60-tych należał do jazzowej i kompozytorskiej czołówki kraju. Po kilku latach nieobecności w Polsce powrócił na rodzinne estrady zakładając m.in. znany, dziś już niestety nieistniejący, zespół Swing Workshop. Często występuje również solo, a także z towarzyszeniem różnych składów osobowych, czego przykładem jest właśnie ta płyta. Wojciecha Kamińskiego wspierają tu członkowie grupy Swing Workshop, a także – gościnnie – inni czołowi polscy jazzmani: Henryk Majewski, Zbigniew Jaremko, Marek Bliziński i Jerzy Bartz. Jazz na tej płycie to owa pierwotna forma spontanicznego muzykowania, nie pozbawiona wysokich walorów artystycznych, ale emanująca głównie radość ze wspólnej jazzowej wędrówki. Dlatego warto tego posłuchać.

Recording engineers: Z. Gajewska, M. Olszewska
Recrded in warsaw, October 1981

Sleeve Design and photo: M. Karewicz

DOWNLOAD LINK



niedziela, 23 sierpnia 2009

Polish Jazz vol. 65: Ewa Bem with Swing Session - Be A Man

Polish Jazz vol. 65
Ewa Bem with Swing Session
Be A Man

Polskie Nagrania SX 2365

Swing Session:

Henryk Majewski - leader, flugelhorn, trumpet
Henryk Miśkiewicz - clarinet, alto saxophone
Zbigniew Jaremko - tenor saxophone
Zbigniew Konopczyński - trombone
Andrzej Jagodziński - piano
Jarzy Stawarz - bass
Henryk Stefański - guitar
Tadeusz Federowski - drums
String Orchestra conducted by Zbigniew Jaremko
Zbigniew Wodecki - vocal

1. Medley
2. Misty
3. The Man I Love
4. Oh What A Beautiful Mornin'
5. Grovin' High
6. Bądź mężczyzną
7. Czy powie mi pan dzień dobry
8. Dzień dobry Mr. Blues
9. Wyznanie wieczorne
10. Tylko dni
11. Rób co chcesz


Cytat z okładki:
Zrobiła karierę nie ulegając muzycznym modom, nie sięgając po łatwe przeboje, nie kokietując publiczności dramatyczną interpretacją ani obrazoburczymi tekstami. Najważniejsza była dla niej zawsze muzyka. Była i będzie, bowiem Ewa Bem jest muzykiem – tyle, że śpiewającym. Jest też wierna swojemu gustowi i, co za tym idzie, niezwykle konsekwentna w wyborze repertuaru jak i partnerów do wspólnego muzykowania (…). Czego należy się spodziewać po tej płycie? Przede wszystkim powiedziałbym łaskawym jej nabywcom i sobie, że Ewa Bem jest nie tyle piosenkarką, ile wokalistką jazzową (…). Na pierwszej stronie Ewa Bem zgromadziła repertuar klasyczny, a więc standardy. W wiązance wokalistka prezentuje swoje ulubione tematy eksponując je w zależności od sympatii w całości, w części czy ledwie zaznaczający cytatem. Ostatni na tej stronie utwór to trwający zaledwie półtorej minuty temat Parkera śpiewany scatem a więc w sposób całkowicie instrumentalny ale nie pozbawiony humoru. Aranżer, Zbigniew Jaremko, czuł potrzebę wprowadzenia ptaszków, kukułki i zegara. Druga strona to „Ewa Bem po polsku”. Mamy tu do czynienia z utworami skomponowanymi specjalnie dla niej przez muzyków jazzowych. Wyjątkiem może być tylko piosenka Jerzego Wasowskiego „Dzień Dobry Mr Blues” nagrodzona pierwszą nagrodą w dorocznym konkursie Programu III Polskiego radia w 1978... .

Recorded in Warsaw, April 1981
Recording engineers: Z. Gajewska, J. Słotwińska

Sleeve design: M. Karewicz




DOWNLOAD LINK