piątek, 11 lutego 2011

Polish Jazz

Wykopane w sieci... komentarz Pana Krzysztofa Gregorczyka traktujący o serii Polish Jazz ogólnie, znaleziony na portalu Diapazon. Ciężko jest mi się ustosunkować do tej wypowiedzi. W sumie dla Pana pewnie jestem smarkaczem, z mlekiem pod nosem, nie znam serii z czasów gdy sie ukazywała, i jak się ona miała do tego co działo się na scenie jazzowej w Polsce ogółem... ale tekst ciekawy:
Nie oceniam 50 lat historii jazzu. Oceniam jedynie kryteria doboru repertuaru do serii Polish Jazz. Sam Pan przyzna, że nawet powierzchowna analiza serii pozwala na wysnucie w zasadzie jednego wniosku, i tu się z Panem całkowicie zgadzam, że o doborze repertuaru decydowały względy pozamuzyczne, właśnie te "dojścia" i "układy" . Wydawano artystów, którzy nie przetrwali próby czasu (że wyrażę się tak eufemistycznie), a nawet w chwili wydania nie należeli do szczególnie wybitnych. Niezwykle rzadko zdarzało się wydawcom dostrzec istotne zjawiska. Chociaż były wyjątki. Wspomniany Paradox, Spisek Sześciu, Laboratorium, Extra Ball, Sun Ship, Young Power, których zazwyczaj debiutanckie , a czasem jedyne, płyty jednak w serii ukazywały się i to w miarę na czasie. Niemniej, gdyby zastąpić niczym, moim zdaniem, nieuzasadnioną nadprodukcję jazzu tradycyjnego w serii być może znalazłoby się w niej wcześniej miejsce dla Janusza Muniaka (nie dopiero w 1978 r.-nr 54) dla Wojciecha Karolaka (zaistniał jedynie jako co-leader na Mainstream (nr 40) i dla wielu artystów nieobecnych, a istotnych dla kondycji jazzu w Polsce. Kilka nazwisk już wcześniej wymieniłem: Helmut Nadolski - wydawał płyty w Niemczech, w kraju jedynie "Meditation" z Niemenem dla Veritonu i "Ostatnia wieczerza" dla Alma Art, A.Przybielski jedna, jedyna płyta dla Alma Art -do dziś zresztą nie należy do ulubieńców firm wydawniczych, Leszek Żądło -jedna płyta dla Klubu PSJ natomiast wiele w Austrii, dla Krzysztofa Knittla i Andrzeja Bieżana- znów nieoceniony Alma Art. Niestety wydający swe płyty w nakładzie jedynie 1000 szt. Możemy przyjąć, że z jakichś względów w/w muzycy reprezentujący raczej nurt free byli w serii niemile widziani, że starano się wydawać muzykę jazzową bliższą środka, ale dlaczego w takim razie nie znalazło się miejsce dla Sławomira Kulpowicza i The Quartet, dla Tomasza Szukalskiego, dla przecież bardzo swego czasu popularnych wrocławskich formacjii Crash lub Teddy Bear. Na szczęście dla polskiej fonografii jazzowej pojawił się Klub Płytowy PSJ. Proszę wyobrazić sobie dokumentację jazzu w Polsce w latach 70 i 80 gdyby nie istniał Poljazz. Co ostałoby się w serii Polish Jazz? Dla przykładu: w latach 80 -21 tytułów w tym 8 jazzu tradycyjnego, 3 umownie nazwijmy fusion, reszta to środek jazzu -aż (?) 9 w tym po jednej (tylko!) T.Stańko i Z. Namysłowskiego. Mizernie.
Dlaczego zatem nie stworzono z serii w latach 80 czegoś na kształt Panteonu Sławy w którym wydawano by rzeczywiście najwybitniejsze pozycje naszego jazzu. Reszta, ta umownie mniej wybitna, mogła by sobie wydawać w normalnym trybie w Muzie czy Poljazzie.
Moim zdaniem niesłusznie usiłujemy gloryfikować serię Polish Jazz, która jeśli w zamyśle miała być ekskluzywną serią, będącą nobilitacją dla artysty, to na pewno nią nie była. Była przypadkowym workiem z napisem Polish Jazz do którego wrzucano nagrania zupełnie bez idei. I nie można tłumaczyć wszystkiego niechęcią władz do jazzu, zapisami cenzury na nazwisko itp. Mówimy przecież o latach 60-80, nie o okresie katakumbowym. Istniało nie tylko Jazz Jamboree ze swoją niepowtarzalną, a teraz już nie do powtórzenia, wspaniałą atmosferą „Święta Jazzu” ale istniały też inne festiwale w nienajgorszej jak na tamte lata kondycji, a organizowane przecież również w znaczącej części (a zwykle wyłącznie) za tzw. „państwowe” pieniądze. Muzycy których nie wydawano w serii Polish Jazz na tych festiwalach grywali. Jazzu w państwowym Polskim Radio było powiedziałbym nawet, że więcej niż obecnie, a pamięta Pan zapewne Trzy Kwadranse Jazzu (trwające czasem prawie godzinę) w pr. III codziennie i to o godz. 21 (lub najdalej 22)!!!
Można oczywiście odwrócić sytuację i założyć, że nie można krytykować planów wydawniczych wydawców z Polskich Nagrań , że należy być im wdzięcznym za wydawanie jakiegokolwiek jazzu nawet w, co jeszcze raz podkreślę, moim zdaniem sztucznej etykiecie jaką jest seria Polish Jazz. Ale czy o to chodzi?
Od lat panuje w polskiej prasie muzycznej megalomańskie wykuwanie terminu Polish Jazz jako określenia niemalże nurtu w jazzie, jako potwierdzenie naszego wkładu do jazzu światowego, mającego świadczyć o naszej niezwykłości w jazzowym świecie. Proszę zauważyć, że nie używa się terminu „Italian Jazz” mimo, że Włosi „wprowadzili” do słynnej Encyklopedii Leonarda Feathera kilka razy więcej nazwisk niż my. Nikt nie używa terminu „Czech Jazz” mimo iż sław jazzu światowego Czesi, naród znacznie od nas znacznie mniej liczny, mają jeśli nie więcej, to na pewno nie mniej od nas: Jan Hammer, Jiři (George) Mraz, Emil Viklický, Miroslav Vitouš . Natomiast można spotkać termin „Scandinavian Jazz” mimo iż nikt ze skandynawów nie zagrał na Tutu Milesa Davisa. Używa się go dla podkreślenia zasług licznych muzyków jazzowych z tej części Europy i pewnej odrębności stylistycznej. Z tym zresztą w ostatnich latach jest już problem, bo jak można jedną etykietkę przylepić do muzyki Freda Lonberg-Holma, Bugge Wesseltofta, Jana Garbarka albo Eero Koivistoinena.
Oczywiście jazz z Polski bywa, nie zawsze jest, ale właśnie bywa charakterystyczny (słowiańska dusza) i rozpoznawalny, ale to samo możemy powiedzieć o jazzie z Turcji (mam nadzieję, że prof. Fish się ze mną zgodzi), z Rumunii, z Węgier lub z Holandii. Rzecz w jakości, a nie w sztucznym tworzeniu etykiet. Nawet tak podbudowujących nasze jazzowe ego jak „Polish Jazz”. Pozdrawiam serdecznie.

środa, 9 lutego 2011

Z cyklu 'zawsze sprawdzaj co jest w środku'


Dziś trafiła się nielada gratka... z jednym minusem. Otóż po sesji (nie do końca zaliczonej:) poprawki za tydzień) postanowiłem wybrać się na stare śmieci do domu. Oczywiście będąc w rodzimym Giżycku musiałem zahaczyć o 'mój' komis. Z cyklu 'polski jazz' znalazłem Laboratorium live i Old Timersów z serii PJ vol. 30. Owych Old Timersów w kolekcji już mam, i to w stanie idealnym. Ten egzemplarz okładkę miał na 4, więc o wymianie raczej nie myślałem. Zaświtała mi myśl o kupnie dubla - było by 'na wymianę'. Z drugiej strony 'Blue Light Pilot Live' Laboratorium w kolekcji też bym nie pogardził. Postanowiłem sprawdzić kondycję obu krążków. Wyciągam płytę z 'Old Timersów' i co.... w środku siedzi vol. 26 - Paradox - Drifting Feather!! Sic! Nie ma się nad czym zastanawiać.... i tym sposobem za 10PLN zdobyłem Paradoxa, którego ceny w internecie niestety również są wysokie. Wszystko super, krążek w stanie eleganckim, dużo lepszym niż okładka. Tu niestety żal trochę, że posiadam wersję bez oryginalnej okładki. Ale za 10PLN kto by nie wziął? Lepszy rydz niż nic... Z tego co się dopatrzyłem to i na okładce i na labelu płyty widnieją takie same pieczątki, nie do końca czytelne '- jakieś tam zakłady czegoś WZGS Samopomoc Chłopska 11-500 Giżycko". Tak jakby płyta z Paradoxem siedziała w Old Timersach od samego początku(?). Fabryczna pomyłka? Wszak obie płyty dzieli zaledwie jeden rok (Paradox - 71, Old Timers - 72). Albo w owych zakładach czegoś tam, mieli burdel w kolekcji i ktoś pomieszał płyty;]

Wniosek... zawsze zaglądajcie do koperty przed kupnem;]

czwartek, 27 stycznia 2011

Z cyklu "O ja pier****"

Pod TYM adresem znajduje się link do aukcji na allegro... Takiej aukcji jeszcze nie widziałem... naraz wystawione 71 pozycji z serii... ale skacze mi wtedy gul jak widzę takie zdjęcia na aukcji:



Na pierwszy rzut oka brakuje Andrzeja Trzaskowskiego (vol. 4) i Seant (vol. 11), Novi Singers - Bossa Nova (vol. 13), Andrzeja Kurylewicza - 10+8 I JerzEGO Miliana - Baazaar(vol. 17)





środa, 19 stycznia 2011

Kosz

Kolejne zakupy, tym razem 'Reminiscence' Kosza... Tym razem z empiku, ponieważ wynalazłem w okazyjnej cenie - 27PLN, reszta jak wspominałem po 34. Czasem delikatne piano możne mocno zrelaksować, po free jazzowym jazgocie trąbki... dlatego w całej serii ta płyta u mnie zajmuje wysokie miejsce. Pierwsze jazzowe eksperymenty z Chopinem wypadają świetnie! Plecam video z kilku postów wstecz;] A jak ktoś ma namiar na winylek w rozsądnej cenie to prosze o maila! Tchus!

PS. Obiecałem zgrywkę w bezstratnym 'Seant' - Trzaskowskiego. Niestety, ale przeciągnie się to trochę... teraz na koniec stycznia rzeżbią mnie na uczelni kolkwiami przed sesją... od 31wszego będzie ogień (czyt. sesja), więc proszę o wyrozumiałość;]


sobota, 8 stycznia 2011

JJ 58 - JJ 71














Programy Jazz Jamboree 58-71 w całości - do pobrania TUTAJ

środa, 5 stycznia 2011

Seant CD

Ostatnio słucham Polish Jazz vol. 11: Andrzej Trzaskowski Sextet - Seant - w kółko. Winylek, narazie dostępnością nie grzeszy, a jak już się pojawi to cenowo raczej jeszcze nie osiągalny:( więc postanowiłem sobie zrekompensować to CD'kiem. I tym sposobem nabyłem owe Seant w reedycji. Ciekaw też byłem jak to jest wydane. Widziałem poprzednią serię wznowień 'Polish Jazz Deluxe', która graficznie odstraszała, a dzieła Pana Karewicza zostały umieszczone na jakimś tandetnym tle. Niestety... Jednak ostatnio będąc w Media Markt namierzyłem kilka tytułów z naszej ulubionej serii, w eleganckich digipackach. Jak się w domu okazało, w środku jest skan tyłu okładki, i elegancko przeniesiony oryginalny opis płyt, a na froncie mamy wiernie odtworzoną oryginalną grafikę z okładki, z 66 roku.

U siebie widziałem jeszcze tak wydane Unit Makowicza, Reminiscence Kosza, Live Recording Urbaniaka, Modern Pentathlon - Laboratoriu, vol. 6 Namysłowskiego, Komedy Astigmatic czy nawet Entertainer Vistuli. Wszystkie w cenie 34PLN, prócz Komedy, który kosztuje 26(!!!)PLN. Nie bardzo rozumiem czemu ten Komeda tańszy... W każdym bądź razie niezbierającym winylków gorąco polecam. A ja jeszcze ustrzelę jakieś CD z serii, przynajmniej te, których winylowe odpowiedniki są narazie nieosiągalne.